Czy zadawać uczniom prace domowe?
Alfie Kohn, amerykański naukowiec i autor książki The Homework Myth stara się przekonać rodziców do buntu przeciwko zadaniom domowym dla uczniów szkół podstawowych. Na łamach swojej publikacji dowodzi, że nadmierne wymagania nauczycieli zamiast mobilizować, odstręczają wręcz od nauki. Jakby tego było mało, nadmiar zadań domowych bywa przyczyną rodzinnych kłótni. Zdaniem Kohna, dzieci po powrocie do domu powinny odpocząć od zajęć szkolnych, a jeśli chcą czytać, czy robić cokolwiek związanego zajęciami szkolnymi, to tylko z własnej woli i dla przyjemności, a nie pod presją obowiązku. Mimo, że Kohn powołując się na badania naukowe twierdzi, że nie ma takiego opracowania, które wskazywałoby na korzyści płynące z zadawania zadań domowych w podstawówkach, to zarówno rodzice jak i niektórzy urzędnicy Ministerstwa Edukacji są innego zdania. Uważają, że zadania domowe są istotną częścią systemu edukacji i pomagają rozwijać postawy przydatne w późniejszej nauce.
Czy Twoim zdaniem powinno się: zadawać czy nie zadawać prac domowych uczniom szkół podstawowych?
Zapraszam do wyrażenia swojej opinii tutaj >>>
7 grudnia 2009 @ 16:40
Uczę w klasach I-III, więc powiem tylko to, co zaobserwowałam na własnym podwórku. Uczniowie w większości przypadków lubią odrabiać prace domowe i wręcz narzekają, gdy ich nie ma. Chodzi tu głównie o prace pisemne, bo czytanie już ich raczej nuży. Rodzice również są zdania, że dziecko powinno mieć jakieś obowiązki, ponieważ ich brak powoduje totalne “rozprzężenie” i potem trudno wdrożyć je z powrotem do obowiązków (okres ferii, świąt, długie weekendy, zielone szkoły itp.) Małe dzieci są dumne ze swoich prac domowych, ponieważ są one z reguły starannie napisane, sprawdzone przez rodziców, dlatego zazwyczaj gwarantują pozytywną ocenę. A dzieci uwielbiają być pozytywnie oceniane! Jest również okazja, aby przy odrabianiu pracy domowej zaangażować rodzinę do pomocy, co daje dziecku komfort psychiczny, a rodzicom możliwość zorientowania się w brakach w wiadomościach i umiejętnościach swoich dzieci. Są wtedy zawsze na bieżąco, nie muszą czekać na opinię nauczyciela, by pomóc swojemu dziecku. Oczywiście nadzorowanie to nie to samo co odrabianie pracy za dziecko, bo i tak się niestety zdarza. Ponadto, odrabianie lekcji powinno stać się rytuałem: trzeba najpierw posprzątać na biurku, by nic nie rozpraszało uwagi, sprawdzić, czy oświetlenie jest z właściwej strony, umyć ręce, przyjąć odpowiednią postawę, odciążającą kręgosłup, czytać polecenia ze zrozumieniem, a jeśli czegoś się nie rozumie, zapytać rodziców, zerknąć do wikipedii, samodzielnie spakować plecak na następny dzień itp. Dzieci chcą byś samodzielne, ponieważ daje im to poczucie własnej wartości, a wyręczanie ich we wszystkim nie daje im takiej szansy. W czasie tego rytuału wszyscy domownicy, a szczególnie rodzeństwo, szanują pracę ucznia i starają się zachowywać cicho, by mu nie przeszkadzać. Utrwala się wtedy w dziecku wzorzec, by szanować w podobny sposób pracę innych. Na odrabianie prac domowych w tym wieku uczniowie poświęcają około pół godziny lub godzinę dziennie. Czy to dużo? Uważam, że nie.
7 grudnia 2009 @ 16:57
W starszych klasach (zwłaszcza licealnych), problem istnieje, ponieważ uczniowie mają zadawanych tych prac domowych tak dużo, że czasem nie są w stanie odrobić ich wszystkich i jeszcze na dodatek nauczyć się ze wszystkich przedmiotów na następny dzień…Osiem, siedem godzin dziennie w szkole, powrót do domu, posiłek, odpoczynek i….znowu z pięć godzin należałoby poświęcić na naukę! Znam ten ból, gdy jako licealistka kombinowałam, co sobie mogę odpuścić, a co muszę odrobić na jutro. Bo inaczej się nie dało! To znaczy, może by się i dało, ale ja bym chyba oszalała!
Dokonywałam więc czasem wyboru: kino z przyjaciółmi i trójka z klasówki, czy piątka z klasówki a zero przyjemności. Pół biedy, gdy dany przedmiot mnie interesował, gorzej, gdy czegoś nie cierpiałam, a musiałam ciągle o tym czytać! Wszystko jest dla ludzi, więc uważam, ze prace domowe tak, ale w rozsądnych granicach!!! Pracą domową jest już przecież konieczność nauczenia się pewnej partii materiału!!!
Marzyłam wtedy w liceum, że gdyby tak kiedyś zrobić psikusa i na prima aprilis kazać nauczycielom, specjalistom w danej dziedzinie, choć raz przygotować się ze wszystkich przedmiotów w szkole i tak dla odmiany na poważnie na drugi dzień odpytać ich ze wszystkiego, ale by się wtedy działo….Moje marzenia się co prawda nie zrealizowały, ale mój mąż opowiadał, że u niego na politechnice wszyscy magistrowie i doktorkowie prowadzący ćwiczenia pisali kolokwia u profesora, kierownika katedry. Wyniki były wywieszane w gablocie do wglądu dla studentów. Ta sytuacja była żenująca nawet dla samych studentów…Ale widocznie profesor miał w tym jakiś cel…”Dwójarze” zupełnie inaczej zaczęli wtedy traktować studentów, bo było im po prostu głupio…przestali przede wszystkim wymagać rzeczy niemożliwych, a zaczęli cierpliwiej tłumaczyć….To niepedagogiczne zagranie profesora nauczyło ich być może czegoś w życiu….Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe?
7 grudnia 2009 @ 18:02
Problem dotyczy jedynie starszych klas, w których jest dużo więcej materiału do nauczenia. Syn mi tu podpowiada, że prace domowe powinny być zadawane, ale nie powinny polegać na powtarzaniu tego, co było w szkole. Bazą jest materiał poznany na lekcji, ale praca domowa ma rozszerzać jej zakres. Wymaga to samodzielnego myślenia i szukania rozwiązań. Siłą rzeczy trzeba znać podstawy i je ciągle utrwalać, by swobodnie móc podążać za tokiem rozumowania. To już nie jest nudne utrwalanie materiału, to odkrywanie wiedzy na swój sposób i dochodzenie do własnych wniosków. Ot i cała praca domowa. Na lekcji uczniowie dzieliliby się tymi wnioskami i za to otrzymywaliby oceny. I to na dodatek pozytywne oceny! Najcenniejsza przecież jest dla nas ta wiedza, do której sami doszliśmy.
7 grudnia 2009 @ 21:00
Uważam, że powinniśmy unikać wszelkich skrajności. Z opowiadań znajomych wiem, że w Stanach wiele dzieci rozpoczyna swoją edukacje już nawet w wieku lat 3 ( np. balet ). Dzieci zamożnych i ambitnych rodziców są prowadzane od rana do wieczora na rozmaite zajęcia artystyczne, sportowe lub naukę języków obcych. Dzieje się podobnie kiedy te dzieci zaczynają regularną edukację i niejednokrotnie po prostu są tak wyczerpane po powrocie późnym popołudniem do domu, że nie mają już sił ani czasu na odrabianie zadań domowych. W takiej sytuacji niezadawanie prac domowych maluchom ma swojej uzasadnienie. W Polsce daleko nam do takich sytuacji, poza nielicznymi wyjątkami. Zgadzam się z Asią, dzieci lubią odrabiać zadania i bywają dumne, jeśli ich prace zostają wysoko ocenione.
15 marca 2010 @ 12:30
zadanie domowe dla ucznia to porażka nauczyciela, który nie jest w stanie niczego nauczyć w godzinach do tego przeznaczonych. zamiast pić kawę na lekcjach powinni skupić sie na nowych formach nauczania bo te które stosują wołają o pomstę do nieba. krótko mówiąc mamy starych niedouczonych czy tez źle wykształconych nauczycieli, którzy chcieliby i zarabiaja jak na zachodzie- za mierne wyniki a swoje braki w wynikach nauczania zrzucaja na barki rodziców z których de facto podatków czy czesnego sa opłacani - paranoja. poza ty łamia konstytucje - to chyba należy ten fakt zgic do prokuratury?